jesteś 
 gościem
 
 
 
 
 
 
 
 
 
jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
 
na pewno znasz te poranki gdy wszystko co widzisz obietnicą cudu jest poranki gdy czujesz że na obraz Boga stworzono cię w przekupach sumień pozbawionych próbujesz dostrzec którąś z boskich cech a brudne łona kobiet złych istotą poezji w mig stają się cóż jedyną matką jaką znasz jest nadzieja... głupią matkę masz i jutro gdy obudzisz się poczujesz swą w nocniku dłoń jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
 
o nas
 
ty i ja - ofiary przedwcześnie obciętej pępowiny mając lat dwadzieścia parę moczymy prześcieradła ty i ja chowamy nasze ręce głęboko w kieszeniach wstydząc się przed światem kciuków wyssanych aż po kość i chociaż mamy dwie nogi ręce też ludzie ni mówią nam dzień dobry ty i ja uzależnieni od ciepłych głosów psychologów czujemy się prawdziwie bezpieczni w zacisznych gabinetach a gdy mamy problemy z zaśnięciem pomimo zmęczenia połykamy jak najprędzej sztuczny sen w niebieskiej polewie i chociaż mamy dwie nogi ręce też ludzie nie mówią nam dzień dobry
 
gordon
 
gdy wracam do domu wyczuwam papierosów woń i miejsce w fotelu bezczelnie wygniecione jest tak dziwnie patrzy mój pies gdy do snu rozbieram się dziwnie rozumny ma wzrok skąd ja go znam moje buty znoszone ktoś również przymierza suknie me i dziwi mnie trochę że sierścią psią pachnie palto me tak dziwnie patrzy mój pies gdy do snu rozbieram się dziwnie rozumny ma wzrok skąd ja go znam gdy wracam do domu zastaję stado psów kompletnie pijanych w mych strojach nieźle bawią się tak dziwnie patrzy mój pies gdy do snu rozbieram się dziwnie rozumny ma wzrok skąd ja go znam
 
puk puk
 
nie jestem z tych co bez lęku patrzą w ciemność co słysząc szmer jak w filmach schodzą do piwnicy ja jestem z tych co nakrywają głowy kołdrą z tych którym strach uniemożliwia oddychanie ja jestem z tych którzy się boją zamknąć oczy by przetrwać noc zapalają wszystkie światła jestem z tych co sami ze sobą rozmawiają by nie lękać się cichuteńko sobie nucą w nocy każdy przedmiot oczy ma nie jestem z tych co bez lęku patrzą w ciemność co słysząc szmer jak w filmach schodzą do piwnicy ja jestem z tych co nakrywają głowy kołdrą z tych którym strach uniemożliwia oddychanie każda noc jest pełna tortur
 
o papierkach
 
zlizujemy z nadgarstków ja twoją ty moją krew jak papierki bladziutcy tym samym stajemy się nie lękam się nie lękam się póki szepczesz imię me coraz słabsi szepczemy z całej siły o pomoc ktoś przybiega lecz nie widzi nas wchłoniętych przez ściany biel nie lękam się nie lękam się póki szepczesz imię me dobrowolnie umieramy z miłości każdego dnia pospolita ta śmierć nie zazna kpiny nie lękam się nie lękam się póki szepczesz imię me
 
też dobrze
 
czasem całujesz delikatnie jakby motyl muskał skrzydłem a kiedy indziej łapczywie połykasz całą głowę różny jest smak różny zapach twoich ust kiedy jestem spragniona twe pocałunki wilgotne są a gdy zaczyna dokuczać głód przynosisz w ustach jedzenie różny jest smak różny zapach twoich ust
 
o tobie?
 
co my tu mamy to pseudo damy pozwolę sobie z jednej zedrzeć pokrowiec pod którym skrywa ropucha obrzydliwa prawdziwe swe oblicze bardzo nie 'ą' i 'ę' na swe usta żabie grubą warstwę kładzie w jaskrawych kolorach szminki od "dior'a" nie zbliżaj nosa do tego otworu ten otwór ten otwór to świątynia odoru z butów sterczy słoma literaturę zna z opracowań lektur buraczana dama kto rodzi się prostakiem prostakiem przemija choćby słoma w butach ze złota była bez duszy i sumienia głośno szlocha zauważywszy dziurę w swych drogich pończochach z uśmiechem patrzy w lustro Boga się nie wstydzi gdy do celu zmierza po trupach swych bliźnich z butów sterczy słoma literaturę zna z opracowań lektur buraczana dama kto rodzi się prostakiem prostakiem przemija choćby słoma w butach ze złota była
 
na ucho
 
znam kobiety tak pragnące miłości że pozwalają swymi świeżo umytymi włosami wymiatać z katów kurz znam kobiety tak łaknące czułości że pozwalają napełniać się nasieniem byle komu byle gdzie znam ich córki które dla ciepłego słowa pozwalają rozpruwać swą niewinność na parapetach nocnych klubów
 
mam na myśli
 
nie strasz mnie piekłem za dobrze piekło znam każdy dzień podsuwa myśl że nieba nie ma tu matka wyrzuca na śmietnik dziecko swe twierdząc ze zamawiała przecież zdrowe przed siebie biec by pozbyć się sił czasem tak mi wstyd tutaj się robi z jedzenia rzeźby podczas gdy obok ktoś się kończy z głodu więc nie strasz mnie piekłem za dobrze piekło znam każdy dzień podsuwa myśl że nieba nie ma przed siebie biec by pozbyć się sił czasem tak mi wstyd
 
pani pasztetowa
 
obraziłam się na świat nie mieszkam tam gdzie dawniej od miesiąca mym domem jest lodówka lubię jeść więc mało jest miejsc gdzie mogłabym czuć się szczęśliwsza na białych drzwiach wywieszka czarna a na niej na żółto me nazwisko mam tu wszystko czego trzeba święty spokój i ulubioną porę roku łapy precz nie dzielę się jedzeniem ha ha ha... czasami tylko żal ogarnia mnie z powodu braku miłosnych wzlotów lecz właśnie wczoraj cos zdarzyło się pan pasztet poprosił mnie o rękę zgodzę się bo myślę że ja też coś do niego czuję znamy się krótko lecz mam przeczucie że milo będzie razem się zestarzeć łapy precz nie dzielę się jedzeniem ha ha ha...
 
jeszcze jeden o tym
 
co noc udzielam ci schronienia między swymi udami i staje się i staję się twą ojczyzną moje łono co noc karmię cię śliną wilgocią i czynię cię i czynię cię więźniem zapachów miłości magii co noc staję się twych pragnień uosobieniem i mogę być wszystkim niewolnicą świętą ścierką
 
zofia
 
nawet nie zauważyłeś że mam nowy nos już nie zajmuje polowy twarzy jest mały perkaty tak jak chciałeś nos twojej matki wczoraj wysmarowałam całe ciało miodem obłożyłam owocami na sutki nałożyłam konfitury a pępek wypełniłam karmelem zawsze lubiłeś słodycze więc pomyślałam że może weźmiesz mnie a ty nawet nie zauważyłeś ja leżałam jak idiotka słodka idiotka tak cholernie słodka że mogłaby doprowadzi do wymiotów całe przedszkole a gdybyś jutro zastanawiał się kim jest kobieta wisząca w łazience to ja zofia twoja od 25 lat żona
 
 
Copyright © 2001 - 2018 | Designed by Wankom                   
stat4u