jesteś 
 gościem
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnio rozmawiałam z Piotrkiem Banachem, który powiedział, że poza wszystkim, czym dla mamy jest dziecko, Mikołaj jest symbolem zupełnie nowego życia, symbolem wolności. Więc jest bardzo ważnym dzieckiem.
 
Kasia Nosowska: Teraz czuję, że żyję. Staram się robić wiele rzeczy - na przykład zaczęłam się uczyć francuskiego. Stwierdziłam, że byłoby miło, gdybym mogła kiedyś zamówić sobie herbatę we francuskiej kawiarni. Poza tym uświadomiłam sobie, że śpiewać nie będę zawsze, że to może się bardzo szybko skończyć. Uznałam, że muszę pomyśleć o przyszłości, że powinnam zastanowić się, co bym robiła, gdybym nie śpiewała. Chcę mieć nowy zawód. Jestem technikiem odzieżowym, nie poszłam do tej szkoły z powołania, więc nie chciałabym pracować w tej branży. Może popełnię jakieś ubrania, kiedy będzie mi brakowało pieniędzy, ale raczej nie chciałabym tego robić. Myślałam o tym, że być może w przyszłym roku, kiedy będę miała trochę więcej czasu, zrobię jakieś zaoczne studia. Na razie wstydzę się powiedzieć, jaki wybiorę kierunek, ale jeśli się uda, to pewnie coś o tym opowiem. Stałam się bardziej odpowiedzialna, myślę o przyszłości - to jest największa zmiana. Niestety, są też rzeczy, które mnie bardzo niepokoją. Wydaje mi się, że się zrobiłam stara. Raz z moim Adamem mieliśmy wieczorem wychodne. Dziecko, nakarmione i uśpione, zostało u dziadków i my wyszliśmy sobie na jakiś pokaz mody. Stałam tam pół godziny w tłumie, wszyscy jarali fajki, byli jacyś tacy młodzi, rozbawieni, tańczyli i tak dalej, a ja myślałam sobie: "Boże, co ja tu robię". Tam leży takie pachnące dziecko, wykąpane, słodkie, można by się wtulić w szyjkę, powąchać - małe dzieci super pachną - a ja tu stoję jak cipa w tym tłumie i nie wiem , o co chodzi. Okazało się, że odczucia Adama były identyczne. Po czterdziestu minutach zmyliśmy się i wróciliśmy stęsknieni na maksa, i niczego nam więcej nie było trzeba. To dla mnie zaskakujące, bo myślałam, że będę tęskniła do lekkiego życia, do imprez - choć nie chodziłam często na imprezy - myślałam, że w jakiś sposób poczuję się zniewolona. A tu nagle okazuje się, że niczego mi nie brakuje. Zaakceptowałam swoje macierzyństwo, bardzo mi się podoba i nawet zdążyłam się zdeklarować, że chciałabym jeszcze... Dzieci są świetne.
 
Zaczęłam czerpać radość z zupełnie innych rzeczy. Sprawia mi przyjemność, jak sobie wieczorem usiądę, postawię herbatę i zacznę czytać. Ostatnio kupiłam biografię Henry Millera (lubię książki o ciekawych ludziach), literaturę fachową - "Dziecko od momentu narodzin do 12 roku życia". I jeszcze biografię Nietzschego. Nie jest tak, że ten album ("Puk Puk" [Polygram] - przyp. red.) jest moją odskocznią. Nie chcę przeskoczyć samej siebie - na nowej płycie Heya będę taka sama, bez silenia się, żeby "zrobić wszystko, by oddzielić Nosowską solową od Nosowskiej heyowej". Na płycie są bardzo różne kawałki, choć łączy je wspólny, mroczny klimat. Jest bardziej kontemplacyjna, zaśpiewana i zagrana "na ucho" - polecałabym słuchać jej przez słuchawki. Muzyka jest komputerowa. To bardzo kameralny materiał. Mimo, że nie umiem sobie wyobrazić koncertów, uparłam się, że będę je grała, a raczej śpiewała, bo prawdopodobnie ograniczy się to do tego, że na scenie będę tylko ja, a podkład będzie z taśm. Bez sensu byłoby, gdyby Piotr Banach stanął na scenie z komputerem i próbował coś mieszać. Zastanawiam się, jak ubarwić te koncerty. Mam koleżankę, co fajnie myśli, i w tej chwili jest w trakcie robienia slajdów. Być może na scenie, za mną będą się pokazywały jakieś obrazki. W ten oto sposób jest szansa, że ludzie się kompletnie nie zanudzą podczas koncertu, bo ja nie jestem aż taką osobowością, by ich zająć sobą przez godzinę z kawałkiem. Nie należę do tych panien, które ruszają się na scenie, czy coś takiego... Jesteśmy z Piotrkiem (Banachem - przyp. red.) skazani na siebie. Ani jego sukces, ani mój nie miałby miejsca tak szybko, gdybyśmy nie zderzyli się ze sobą i nie postanowili dążyć do tego samego celu. Wierzę w Piotrka i wiem, że na pewno wcześniej czy później ludzie by o nim usłyszeli. Wydaje mi się, że jesteśmy ze sobą duchowo spokrewnieni. Poza tym ja tak naprawdę nie znam ludzi z branży, nie bywam i trudno byłoby mi ich szukać, bo muzykę można tworzyć tylko z ludźmi, których się poznało, z którymi coś tam iskrzy. Coś musi się dziać między ludźmi, a zanim bym kogoś poznała, później zakolegowała się z nim, zanim by coś zaiskrzyło, minęłoby sto lat i ta płyta w ogóle by nie powstała. Chciałam zrobić coś sama, i to szybko. No, i proszę, zrobiłam. Mówi się, że płyta może być nieprzystępna dla fanów Heya. Mam taką jedną - nie tyle fankę, co małą przyjaciółeczkę w Szczecinie. Cztery lata temu wyglądała jak dzieciątko, jak krucha, maleńka istotka, a teraz to jest, proszę ja kogo, panna - wysokie obcasy, lekki makijaż, chłopcy i te wszystkie inne rzeczy. A więc oni dorastają - jeśli teraz moja płyta będzie dla nich niestrawna, to może kiedyś po nią sięgną. Z drugiej strony uważam, że trzeba doceniać te dzieci. Teraz młodzież się szybko rozwija. Ja nie potrafię odróżnić dziewczyny z ostatniej klasy podstawówki od dziewczyny z ogólniaka. Wyglądają poważnie, więc myślę, że w głowach też mają poważnie. Skoro coraz młodsze dziewczyny rodzą dzieci, to coraz młodsze dziewczyny orientują się w różnych dorosłych sprawach. Każdy ma jakieś doły. Czasami mówię, że największą tragedią mojego życia jest to, że nie jestem wolnym człowiekiem. Moje życie toczy się poza mną. Siedzę w domu, coś robię - a tu w radiu podają, że mam urodziny. To strasznie miłe, natomiast ja sobie myślę: "Kurcze, czy ktoś wie o urodzinach mojej mamy? Czy w każdych wiadomościach o tym mówią?" Bardzo mi miło, ale to bez sensu... Sześć dni po urodzeniu dziecka, kiedy jeszcze byłam stosunkowo obolała, wszystko wydawało się takie nowe, dopiero się poznawaliśmy i byliśmy trochę przerażeni sytuacją, nagle zadzwonił telefon i jakiś facio z ohydnej brukowej gazety zaproponował, że zrobi mi sesje zdjęciową z sześciodniowym dzieckiem. Już miał zamiar się umawiać, bo on przecież musi być pierwszy. To było obrzydliwe. Albo kiedyś poszliśmy na spacer, a tu nagle jakiś frędzel z bramy robi nam zdjęcia - chciałabym wtedy bić. Momentami źle się czuję z tym, że moje życie nie jest moje. Z drugiej strony mam świadomość tego, że sama się wpakowałam w taką akcję. Wiedziałam, ze to mniej więcej tak wygląda. Bo przecież głupia nie byłam, jak zaczynałam śpiewać.
 
 
wysłuchała: Marta Szelichowska - Kiziniewicz
materiał: XL 10/96
 
 
Copyright © 2001 - 2018 | Designed by Wankom                   
stat4u