jesteś 
 gościem
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Zależało mi na tym, żeby nie było to coś w rodzaju "fanfaranfa" - mówi mi Nosowska na temat tytułu płyty. Chciałam, żeby tak jak w Heyu było to coś, co niby niewiele znaczy, ale ma jakiś ukryty sens. A poza tym "Puk puk" - jakie to przecież wdzięczne...
 
Kasia Nosowska nagrała solową płytę. Znajdzie się na niej dwanaście albo trzynaście piosenek. Gdy odwiedziłem ją w połowie lipca, w wynajmowanym przez nią warszawskim mieszkaniu, nie było to jeszcze ustalone. Żadna z piosenek nie miała jeszcze tytułu.
      Wymyślanie tytułów to dla mnie przykry obowiązek - mówi mi. Chcesz, zrób to za mnie - żartuje sobie. Nie chcąc być jej "dłużnym", mówię: Nagrałaś płytę z masą przebojów. Płytę, która pewnie się znakomicie sprzeda. Płytę, która być może sprawi, że Hey przestanie istnieć... Hey na jesieni zagra kilka koncertów - natychmiast odpowiada. Dalsze plany zespołu niech będą na razie tajemnicą. A jeśli chodzi o Puk puk... Nikt nie wie jak to się sprzeda. I ja wcale nie wiem czy są tam przeboje. Jeżeli już, to na pewno rozumiane w zupełnie inny sposób. Gdy myślę o komercyjnej stronie płyty, to jestem pełna obaw... Wiesz co się nagle okazało? - pyta i natychmiast sama sobie odpowiada. Byłam przekonana, że taka muzyka po prostu trafi do wszystkich. Bo przecież nie wszyscy słuchają rock'n'rolla, tylko jakaś tam część ludzi. Tak samo jest choćby z disco polo. Są ludzie, którzy to kochają i są, którzy nienawidzą. Więc pomyślałam sobie, odkąd usłyszałam Tricky'ego, Portishead, Massive Attack i te wszystkie inne rzeczy, że to się w Polsce na pewno wszystkim podoba. Tak samo jak mnie. Byłam w błędzie. Jest wiele osób, które słyszały o Portishead, ale nie słyszały tej muzyki. Jest wiele osób, które słyszały i stwierdziły, że jest to dno. I jest wiele takich, które w ogóle nie maja pojęcia, że takie zespoły są na świecie... Nie obawiasz się, że fani Heya lekko się rozczarują? Mają prawo, tylko że, gdybyśmy chcieli tracić fanów jako zespół, to byśmy nagrali taką płytę z Heyem. I wtedy to mógłby być bardzo poważny szok. Ludzie mogliby to odczytać jak jakaś zdradę i kompletnie się od nas odwrócić. I dlatego ja to biorę na siebie. I nawet jeśli ludzie stwierdzą, że mam denny gust i popełniłam jakąś "kichę", to i tak pójdzie to na moje konto. Ma przynajmniej taką nadzieje. Tym bardziej, że ja cały czas ostrzegam, że jest to coś, co mi się bardzo podoba...
      Większość materiału skomponował Piotrek Banach: osiem na trzynaście piosenek. Trzy napisał znany z Wilków Andrzej Smolik, a pozostałe dwie Marcin Macuk - basista nieistniejących już The Days. Dlaczego ciągle Banach? Ktoś, kto ostatnio słuchał tych nagrań powiedział, że my, ja i Banach, jesteśmy kompatybilni. I coś w tym musi być. Mnie się wydaje - mówi dalej Kasia - że jesteśmy już do końca życia na siebie skazani. Myślę sobie czasem, że gdyby On mnie kiedyś nie spotkał, to w tej chwili nie byłby takim znanym Piotrkiem Banachem. Może za chwile tak, ale jeszcze nie teraz. A ja nie byłabym tą Kasią Nosowską gdybym nie spotkała jego. Coś iskrzy miedzy nami... A poza tym on doskonale wiedział o co mi chodzi. Nie umiem z muzykami rozmawiać o muzyce. Tak by mnie rozumieli. Krótko mówiąc, mówiłam zawsze, żeby była to "sztuczna" płyta. Wcale nie tak do końca rock'n'rollowa. Okazało się, też, że wyszło zupełnie coś innego, niż zanosiło się na początku. Przecież te piosenki są totalnie inne niż nagrania demo bez wokalu - mówi mi to w taki sposób, jakby ktokolwiek poza wąskim gronem słyszał tamtą taśmę. To jest coś, co zostało tak przetworzone, tak wiele nowych pomysłów pojawiło się na bieżąco, że jest zupełnie inne. I właściwie nie umiem powiedzieć jakie...
      Puk puk, to większości muzyka grana przez komputer. A więc głównie monotonny, transowy rytm. To właśnie "sztuczne", stworzone przez maszynę brzmienie. Choć nie brak tu również prawdziwych gitar. Nie brak też prawdziwego fortepianu. Są wreszcie- prawdziwe jak zawsze - teksty Kasi. Szczególnie ważne na tej płycie.
      Słowa na "Puk puk" to było coś, co od dawna chciałam napisać. Te teksty nie mogły by się znaleźć na żadnej płycie Heya. Nie wiem czemu. Może są poważniejsze. Bo tutaj już nie ma silenia się na to, by te teksty się ludziom podobały. Żeby ktoś mógł powiedzieć; "Jakie to piękne. Jaka to poezja..." Wiele osób zaraz powie, że nie można użyć w tekście słowa "psycholog" albo "rozstępy". A ja jestem zafascynowana mocą zwykłych słów. Uważam, że każde słowo można zaśpiewać jeśli tylko pasuje do tekstu... Milczy chwilę i nagle zaczyna wspominać: Wydawało mi się kiedyś, że nie chciałabym śpiewać żadnych słów. Myślałam, że nie mam nic do powiedzenia, że nie potrafię pisać tekstów, że mi się po prostu nie chce. Tylko że - wtedy i teraz - wszyscy mi każą to robić, bo podobno na liście przebojów może być tylko piosenka z tekstem. I na pierwszej płycie Heya, z wyjątkiem kilku piosenek, próbowałam w lepszy lub gorszy sposób napisać, co się działo w moim życiu. Choć wcale się nie chciałam dzielić tym z ludźmi. A potem się okazało, że te teksty są dla ludzi ważne, że te słowa odgrywają jakąś rolę. Bo słowo ma wielką moc. Zawsze o tym wiedziałam. Ale teraz się okazuje, że również moje słowo ma wielką moc. Że ja mam wpływ na kształtowanie osobowości młodych ludzi. Tak to dumnie brzmi, ale takie rzeczy mi piszą w listach. I ja się tego boję. To powoduje, że muszę bardzo uważać.
      Prawdopodobnie gdybym nie musiała się ograniczać, zastanawiać jak to odbiorą młodzi ludzie, pisałabym inaczej. Bardziej odważnie. Nie starałabym się tak ukryć czegoś za jakąś "woalką"... Pomyślałem, że to całkiem dobra chwila, by powiedziała mi cos więcej o piosenkach z Puk puk. Przynajmniej o niektórych...
 
piosenka pierwsza: Nie jestem z tych co bez lęku patrzą w ciemność. Co słysząc szmer, bez lęku schodzą do piwnicy...
Kasia: Wiesz, w niemal każdym filmie grozy zdarza się sytuacja, charakterystyczna dla wszystkich "strasznych" filmów. I jednocześnie tak strasznie nieprawdziwa. Jakaś kobieta, mieszka w dużym domu, sama albo z dziećmi, które i tak nie są jej w stanie pomóc. Nagle słyszy stukanie, dudnienie, cokolwiek. W tym czasie gaśnie jeszcze światło. I co robi? Nie, nie szuka świeczki. Po co jej świeczka. W ciemnościach schodzi po stromych schodach do strasznej i ciemnej, wstrętnej piwnicy, tylko po to, by sprawdzić, co się tam dzieje. I pyta się jeszcze czasem: "Jest tu kto?" Nie wierzę, żeby były takie kobiety, które mieszkając same, w wielkim domu są w stanie cos takiego zrobić. Ja boje się nawet pójść do drugiego pokoju. Ta piosenka jest o tym, że się boję ciemności. Należę do takich ludzi, którzy jak są sami w domu, zapalają wszystkie światła. Pomimo tego, że się później płaci kosmiczne rachunki i tak dalej. To jest już nieistotne. Nie lubię nocy. Nie lubię być sama. Jest jeszcze inny utwór o strachu...
piosenka druga: Nie strasz mnie Piekłem, za dobrze Piekło znam. Każdy dzień podsuwa myśl, że Nieba nie ma...
Kasia: Piekło to my już mamy tutaj, na Ziemi. Wiem, że dzieją się na świecie ludziom tak straszne rzeczy, że nie umiem sobie wyobrazić co może być już w Piekle gorszego. Śpiewam że: "Piekła się należy bać. Piekło jest straszne". Ale ja na przykład nie wiem, czy potrafiłabym się bać bardziej, niż bałam się w czasie ciąży - jakie będzie moje dziecko. To jest potworny strach. Naprawdę. Miałam mnóstwo złych snów. Żyłam wówczas tym jedynym problemem. Czy dziecko na pewno będzie miało wszystko co mieć powinno. I czy będzie zdrowe. Patrzę na Mikołaja, który kręci się w ramionach mamusi. Trochę popłakiwał, słuchając z nami kolejnych piosenek. On jeszcze nie jest wielbicielem mojej twórczości - mówi Kasia. Ale przy jednym z utworów zrobił się zupełnie cichy. Kto wie, być może dlatego, że akurat w nim Kasia nie śpiewa, a po prostu mówi.
piosenka trzecia: Nawet nie zauważyłeś, że mam nowy nos...
Kasia: To sytuacja, gdy kobieta jest niezauważana, zaniedbana. Kobieta, która może zrobić dosłownie wszystko, a on i tak tego nie jest w stanie zauważyć. Jest nieobecny. Pomijając to, że ona bardzo potrzebuje czułości i zainteresowania, najnormalniej w świecie pragnie, żeby ja przytulił, pocałował... A on nic. On ma to gdzieś... Ale nie wszystko na tej płycie jest tak smutne i ponure. Są i żartobliwe teksty. I Ona mówi o nich żartobliwie...
piosenka czwarta: Tak dziwnie patrzy mój pies, gdy do snu rozbieram się. Dziwnie rozumny ma wzrok, skąd ja to znam...
Kasia: Każdy człowiek, który posiada zwierzę dochodzi w pewnym momencie do wniosku, że coś - załóżmy, że z psem - dzieje się złego. Ja tak przynajmniej mam, jeżeli chodzi o Gordona (pies Kasi - przyp. gk). Moja ciotka powiedziała, że to jest człowiek. Banach tez powiedział, że to nie może być zwierzę. Bo on się zachowuje dziwnie. On się nie zachowuje jak pies. I czasami tak sobie wyobrażałam dla żartu, że skoro to jest taki "ludzki pies", to jak wychodzę z domu, to on naprawdę, już na maksa zaczyna się zachowywać jak człowiek. Na przykład wyciąga sobie fajki, które ma skitrane w kąciku. Siada na kanapie, zakłada nogę na nogę, ogląda telewizję, dzwoni do innych psów, bo akurat też są same w domu. Gadają sobie przez telefon i dlatego płacę te kosmiczne rachunki. Przecież nie dlatego, że to ja rozmawiam. No i chodzi w moich ciuchach. Bo niby dlaczego na moich sukienkach i kurtkach jest pełno kudłów. Bo to on je nosi. Przymierza babskie fatałaszki...
Jest wreszcie rzecz o pocałunkach.
piosenka piąta: Różny jest smak, różny jest zapach twoich ust...
Nie wiedziałam o czym napisać. Stwierdziłam, że nie będzie drugiego "Teksana". I powstała piosenka o pocałunkach. To jest przecież tak samo dobry temat jak każdy inny... I to wszystko? - pytam. No przecież każdy dzieciak ze szkoły podstawowej, który pojechał na kolonie i całował się z koleżanką wie o tym, że pocałunki są łapczywe, albo spokojne. I to cała filozofia - odpowiada...
 
 
wysłuchał: Grzesiek Kszczotek
 
 
Copyright © 2001 - 2018 | Designed by Wankom                   
stat4u