jesteś 
 gościem
 
 
 
 
 
 
 
 
 
NA MILENIE DRUGIEJ SOLOWEJ PŁYCIIE, KASIA NOSOWSKA ODCHODZI OD PISANIA O SOBIE, O TYM, CO DZIEJE SIĘ W JEJ DOMU. BO NIC SIĘ NIE DZIEJE - WZRUSZA RAMIONAMI. CZYŻBY WRAZ ZE ZNIKNIĘCIEM SIOSTRY PARANOI STRACIŁA POŻYWKI: DLA TEKSTÓW?
 
Jeszcze kilka lat temu słowa jej piosenek powstawały w samotności i z samotności. Teraz, kiedy ma dziecko i męża (tak mówi o Adamie, chociaż nie wzięli ślubu), nie czuje się ani samotna, ani osamotniona. Mimo to potrzebuje miejsc, gdzie może się schować, by wsłuchać się w samą siebie. Najczęściej przebywa w łazience. Wchodzi do wanny wypełnionej wodą i spisuje myśli. Kartki, na których pisze teksty, wyglądają tak, jakby nad nimi płakała. Najbezpieczniej czuje się w lodówce.
 
Adama ceni za jego niezależność. Czuje, że nie związał się z nią z powodu sukcesu, jaki odniosła jako piosenkarka. Wręcz przeciwnie, popularność Kaśki czasem nawet go drażni. Krytyczne uwagi Adama wobec show businessu (jest perkusistą) wiele razy sprowadziły Kaśkę na ziemię.
 
Z Adamem i Mikołajem dwa lata męczyli się w wynajmowanych 39m w wieżowcu. Kilka miesięcy temu kupili wymarzony dom pod Warszawą. Słowo "dom" nasuwa na myśl tonący w bzach biały budy-nek z czerwonym gontem... - To jest raczej barak z tektury. Z tej samej, z której kiedyś robiło się trabanty - Kasia studzi wyobraźnię. - Przedmioty w domu także są tymczasowe i prowizoryczne. Jakie ma znaczenie, na czym się siada? Ładne czy brzydkie, drogie czy tanie ?
 
Muzyka z pierwszego autorskiego albumu Puk Puk brzmiała jak zgrzyt zębatych talerzy w kosmosie i to w rytmie przesuwającej się wskazówki zegara. Odchodziła od rockowego brzmienia Heya. Kaśka w głowie wymyślała linie melodyczne. Nie gra na żadnym instrumencie, nie umie komponować i nie posługuje się fachowymi terminami. Aby porozumieć się z kolegami mówiła, że chodzi jej o "smutne dźwięki". W przełożeniu na język muzyki chodziło o mollową tonację.
 
Kiedyś, gdy miała kiepski nastrój, puszczała jeszcze bardziej przygnębiające kawałki. Stawiały ją na nogi. Dzisiaj traktuje muzykę jako tło dla codziennych czynności: zmywania czy sprzątania. Niedawno odkryła ostatnią płytę zespołu Radiohead. Przejmująca. Żałuje, że tak późno do niej dotarła.
 
Potargane włosy, traperki, dżinsy, wełniany sweter - tak Kaśka wyglądała kilka lat temu. Turystka, która przypadkowo trafiła na scenę, a może dziewczyna bez stylu, która nie umie skupić na sobie uwagi? - Jestem bardzo zwykła, aż do bólu. Taka "Katasza", która nie przystaje do wizerunku top modelki czy Lalki Barbie.
 
Nadal nie lubi scenicznych "przebieranek". Nie kupuje ubrań w ekskluzywnych salonach. Uwielbia zaglądać do sklepów, które nazywa "dziadowniami". Tam może znaleźć zwykłe, tanie rzeczy. Mimo że z zawodu jest krawcową, uszyła sobie tylko jedną sukienkę. Zaśpiewała w niej na koncercie w dniu święta kobiet. - Czasem jednak zakładam elegancką marynarkę, nawet biżuterię. Oczywiście, tylko wtedy, gdy mam "filiżankowy" nastrój. Zazwyczaj piję herbatę z dużego kubka, do cukru używam łyżki do zupy, ale w taki dzień parzę ją w dzbanuszku, na spodeczkach stawiam filiżanki, na stole rozkładam serwetki, do wazonu wstawiam świeżo kupione kwiaty. Chcę poczuć się jak - bohaterka "Pożegnania z Afryką."
 
Coraz częściej nawiedzają ją "filiżankowe nastroje". Z pieczołowitością dobrej żony przygotowuje dla Adama prawdziwe kolacje. Nie takie: kanapkę w rękę i przed telewizor (mają czarno-biały), ale z obrusem na stole i z oliwnymi lampkami. Wtedy korzystam nawet z serwetek. I chociaż nie brudzę sobie ust, to je ocieram. Bo to takie, dystyngowane...
 
Potrafi odprężyć się w zaciszu swojego domu, a na scenie sprawia wrażenie osoby sparaliżowanej strachem. Tajemnica tkwi przede wszystkim w tym, że Kaśka ma bardzo słaby wzrok. Bez okularów widzi jedynie rozmazane plamy. Pięć lat temu, gdy dawała pierwsze koncerty z zespołem Hey, nie nosiła szkieł kontaktowych. Wstydziła się śpiewać w okularach. I w efekcie na scenie czuła się tak, jakby wokół niej była biała przestrzeń. Dzisiaj także ma problemy z opanowaniem tremy. Do ostatniej chwili przed wyjściem na scenę trzęsie się ze strachu w toalecie. Jest bardzo nieśmiała. Mimo że skończyła 27 lat, często paraliżuje ją wstyd i strach przed ludźmi. Nie umie swobodnie rozmawiać, jeżeli znajduje się w otoczeniu choćby trzech osób. Najchętniej rozmawia w cztery oczy. Kameralna atmosfera powoduje, że "oswajam" się i nawet zaczynam żartować - mówi Kasia.
 
Często w listach od fanów powtarza się pytanie, co Kasi Nosowskiej wypełnia czas, gdy nie nagrywa płyty. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale dwa lata temu, przed narodzinami Mikołaja, cierpiała na nadmiar czasu. Dzień zaczynała o drugiej po południu. Jeżeli wieczorem udało się odwiedzić znajomych albo wyjść do kina, to był sukces. Co więcej, czuła, że cofa się. bo przestała ćwiczyć pamięć. Jedynie w czasie nagrywania płyty i podczas trasy koncertowej miałam wrażenie, że coś robię dla siebie. A między tymi okresami - lenistwo, nuda. Ten bezsens trwał prawie pięć lat!
 
Dziecko okazało się lekiem na lenistwo i nudę. Kiedy była w ciąży, zachowywała się tak, jakby chciała "nażyć się" na zapas: chodziła do kina, kupowała mnóstwo książek, zapragnęła uczyć się języka francuskiego, grać na gitarze. Ten czas wspomina jako najprzyjemniejszy okres w życiu. Miała dużo energii i mogła... bezkarnie jeść.
 
Dzięki Mikołajowi nauczyła się szanować czas, czerpać przyjemność z prostych zajęć. Zaczęła gotować. Ostatnio specjalizuje się w przyrządzaniu ryby w sosie cebulowym. Pod koniec każdego miesiąca pędzę do kiosku po wszystkie pisma z przepisami. Założyłam na nie segregator. Wiem, że to średnio rock'n'rollowe! - śmieje się.
 
Z zafascynowaniem obserwuje, jak dorasta mały człowiek. Jest szczęśliwa, że może pokazywać mu świat, na przykład zabierając go w trasę koncertową. Dom dziecka jest tam, gdzie przebywają jego rodzice - mówi. - Nie szkodzi, że czasem musi zastąpić go hotel. Jeżeli znajdujemy się w niecodziennych warunkach, brak normalności nadrabiamy dobrą organizacją. Przed wyjazdem z hotelu karmiłam Mikołaja piersią. Posiłek wystarczał na półtorej godziny, akurat no, tyle, ile trwa występ na scenie. Po koncercie nie było mowy o udzielaniu wywiadów, spotkaniu z fanami czy pójściu do knajpy na piwo.
 
Karma nie sprzedała się tak dobrze jak poprzednie albumy, chociaż "złota" była już w dniu premiery. Może to przez tę szczotkę do butelek, którą Kasia wsadza do ust i szoruje w sobie każdą szczelinę. Prezenterzy radiowi nie chcieli puszczać kolejnych trudnych piosenek z albumu. Finansowo Hey nie wychodzi na tym najlepiej. Nie zależy mi na dużych pieniądzach - podkreśla Kaśka. Ale gdybym była bogata, wykupiłabym rodzicom i teściom wycieczkę do ciepłych krajów. Uwielbiam najbliższym sprawiać niespodzianki.
 
Lubi także obserwować ludzi, zwierzęta. Nawet przedmiotom dopisuje wewnętrzne życie. Myśli już o następnej płycie. Kolejny tekst napiszę chyba o nieszczęśliwej miłości. Mój pies zakochał się. To historia niemalże jak z przedwojennego melodramatu. Pewnego dnia przyszła do Gordona dziewczynka, maleńka suczka. Nieprawdopodobnie zalotne stworzenie. Ale kiedy chciała zjeść z jego miski, powiedział: "O nie, maleńka, poprzytulać się możemy, ale wara od mojej miski". Cygan, pies sąsiada, bardzo chętnie poczęstował ją swoim jedzeniem. Odbił ją Gordonowi. Mój pies bardzo cierpiał. Dziwka z tej suki.
 
Tematów jednak nie zabraknie. Choćby o cebulkach tulipanów. Dostała je w prezencie od Adama. Miała zamiar posadzić je wiosną w ogródku przed domem. Niestety, myszy je zjadły. Mam nadzieję, że się zatruły - mówi Kaśka, zniżając głos.
 
 
rozmawiała: Iza Nowakowska
 
 
Copyright © 2001 - 2018 | Designed by Wankom                   
stat4u