jesteś 
 gościem
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kasia Nosowska już ponad 5 lat jest wokalistką zespołu Hey. Uważa, że największą karierę ma już za sobą. Twierdzi też, że jest starą kobietą i najlepiej czuje się ze swoją rodziną we własnym domu. Jest szczęśliwa, ale wszystkie jej teksty są przepełnione mrokiem i cierpieniem.
 
Jak bardzo zmieniło się Twoje życie od momentu, kiedy kilka lat temu z sekretarki przeobraziłaś się w rockową wokalistkę?
K: Jeden z moich kolegów twierdzi, że podczas snu dusza opuszcza ciało i kiedy tak błądzi w innych wymiarach, jakaś inna dusza może w nie wejść. Tak chyba było ze mną. Jestem obecnie tak innym człowiekiem, że ludzie, którzy znali mnie kiedyś, nie mogą w to uwierzyć. Nabrałam pewności siebie i poczułam się lepiej sama ze sobą. To wszystko stało się dzięki temu, że zostałam piosenkarką. Generalnie są to zmiany pozytywne, choć oczywiście straciłam wiele z intymności na co dzień, np. nie mogę siorbać, gdy jem zupę w restauracji itp. Jednak nikt na siłę nie wepchnął mnie na scenę, tylko sama się tam wdarłam, więc muszę te niegodności znosić godnie.
Zarówno na Twojej solowej płycie "Puk Puk", jak i na ostatniej płycie Heya "Karma", jesteś o wiele bardziej wyciszona niż w poprzednich albumach. Jaki jest tego powód?
K: Myślę, że jest to efekt tego, że dojrzałam. Kiedyś przypięto mi etykietkę wokalistki, która się wydziera. Wiem jednak, że nie muszę spełniać oczekiwań całego świata, zresztą teksty i muzyka na tych dwóch albumach nie nastrajały mnie do krzyku, a wręcz odwrotnie. Poza tym wyznaję zasadę, zarówno w życiu jak i w muzyce: nic na siłę.
W Twoich tekstach jest bardzo wiele smutku, a nawet cierpienia. Czy takie jest Twoje życie?
K: Nie. Ja jestem osobą szczęśliwą. Dostałam od życia to, co najlepsze: wspaniałego męża, cudowne dziecko, mogę nagrywać płyty... Jednak nie umiem pisać o szczęściu. Szczęście trzeba po prostu przeżywać. Skoro nie umiem go opisywać, to piszę o tym, co widzę. Niestety, wokół nas dzieje się tyle złych rzeczy.
Co najbardziej boli Kasię Nosowską?
K: Chyba samotność... Gdzieś kiedyś przeczytałam, ze trudno znaleźć szczęście w sobie, a nie sposób gdzie indziej. Przeraziło mnie to, bo oznacza, że nawet jeśli jesteśmy z partnerem totalnie blisko, to i tak nie możemy sprawić, aby poczuł to, co my czujemy. Toteż na zawsze pozostajemy samotni w swoich ciałach. Boli mnie też samotność kobiet, bo one sobie z nią nie radzą. Potrzebują, aby ciągle ktoś im mówił, że są fajne. Mają tak mało wiary w siebie, że jeśli inni im jej nie dodadzą, to więdną.
A Ty w swoim związku jesteś rozpieszczana?
K: Oczywiście. Mój mąż mnie chwali, dopieszcza, mówi miłe rzeczy. Jest chyba jedyną osobą, która mogła mnie okiełznać. Teraz nawet jeśli go przepraszam, nie mam poczucia, że robię to wbrew sobie. On daje mi wiele do myślenia, nie nudzimy się ze sobą. Nawet bardzo rzadko opuszczamy nasz dom. Jestem starą kobietą...
Przecież masz dopiero 25 lat...
K: Kiedyś ktoś powiedział mi, że mam starą duszę i chyba miał rację. Zawsze czułam się starsza od swoich rówieśników. W szkole podstawowej dziewczyny podrywały chłopców ze "sportówki", a ja czytałam poważne książki. Byłam dla nich nudna i stara.
Czy kiedy Twój syn dorośnie, będziesz chciała, by stał się osobą publiczną?
K: Na pewno nie. Już teraz mi go szkoda, bo dorasta na oczach milionów ludzi. Czasem żałuję, że przyszedł na świat w mojej rodzinie. Zastanawiam się , czy go nie skrzywdziłam, rodząc jako syna Nosowskiej.
Na jakim etapie swojej kariery teraz jesteś?
K: Zdaję sobie sprawę, że swoje 15 minut już mamy za sobą. Nie sądzę, abyśmy mogli osiągnąć coś więcej. Za nami są wielkie fety, wielki szum... Już wiemy, jak to jest być na topie, mieć utwory na pierwszych miejscach list przebojów. Teraz będzie o wiele bardziej spokojnie, ale to lepiej dla nas. Będę kolejno nagrywała płyty, raz solową, raz z Heyem, a może jeszcze jakąś inną. Nie wypaliliśmy się, chcemy dalej grać.
Czego mam Ci życzyć?
K: Codziennie się modlę o zdrowie dla siebie, swojego dziecka, męża oraz rodziny i znajomych. Ani pieniądze, ani sława tak naprawdę się nie liczą. Jeśli nie będę już śpiewać - chciałabym pójść na studia, a będzie to możliwe tylko wtedy, gdy będę zdrowa. Chciałabym jeszcze, aby moja rodzina była szczęśliwa i żeby nic nas nie mogło rozdzielić.
 
 
rozmawiał: P. T.
materiał: ANTENA nr 31 1997
 
 
Copyright © 2001 - 2018 | Designed by Wankom                   
stat4u