jesteś 
 gościem
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W PAŹDZIERNIKU UKAZUJE SIĘ PIERWSZY SOLOWY ALBUM KASI NOSOWSKIEJ "PUK PUK". ZACZĘŁA PRACĘ NAD NIM WIOSNĄ, JESZCZE PRZED URODZENIEM MLKOŁAJA, ZAKOŃCZYŁA JUŻ JAKO MATKA. PODOBNIE JAK W HEYU, JEJ GŁÓWNYM PARTNEREM ARTYSTYCZNYM W TYM PRZEDSIĘWZIĘCIU JEST PIOTR BANACH.
 
Kto oprócz Piotra Banacha uczestniczył w tym przedsięwzięciu?
K; Marcin Macuk - były basista The Days; Andrzej Smolik - grał w Wilkach, a teraz udziela się w tysiącu różnych zespołów, najczęściej na instrumentach klawiszowych, człowiek orkiestra, bo potrafi zagrać lepiej lub gorzej praktycznie na wszystkim; gitarzysta Michał Gry muza (przez moment) i realizator dźwięku Leszek Kamiński, który wszystko kontrolował, oczywiście razem z Piotrkiem Banachem, który jest producentem albumu. Piosenek jest trzynaście, dwie skomponował Marcin, trzy Andrzej, a resztę Piotrek.
Jak powstawała płyta? Ty przecież nie komponujesz. Czy kompozytorom sugerowałaś pewne klimaty, czy też oni przynosili ci utwory, które akceptowałaś?
K; Nie potrafię dobrze opowiadać o muzyce. Nie znam fachowych sformułowań i musiałam posilić się płytami, których słuchałam. Najpierw do pracy zabrał się Piotrek. Myślę, że jesteśmy skazani na pracę ze sobą do końca życia. Później Piotrek przekonał mnie do pomysłów Małego (Marcina), potem okazało się, że Andrzej też ma jakieś pomysły... Utwory Piotrka są najbardziej "technologiczne", Smolika bardziej "kwasowe", a Małego brzmią tak jakby typowo gitarowe kawałki przerobić na sztuczno gitarowe.
Jak Piotrek przyjmował twoje pomysły?
K; On całkowicie oszalał na punkcie komputerów. Nabył mnóstwo przedziwnego sprzętu i zaczął się nim bawić. Puszczał mi swoje nowe kawałki. Podobały mi się, chciałam je nagrać z Heyem, ale on uznał, że nie pasują do naszej grupy. Kiedy wpadłam na pomysł nagrywania własnej płyty, to od razu pomyślałam o "komputerowych" piosenkach Piotrka.
Jakie płyty zmieniły twoją muzyczną świadomość?
K; Na pewno Bjork, którą usłyszałam jeszcze w zespole Sugarcubes. Pamiętam zwłaszcza pierwszą płytę Sugarcubes, która była totalna. Zawsze chciałam ją kupić. Ale kupiłam inną i okazało się, że zawiera nowe miksy starych utworów. Zupełnie inne, "chemiczne" wersje. Później dopiero odkryłam Portishead i Tricky'ego.
Kiedy zrodził się pomyśl wydania solowej płyty?
K; Już dawno, ale wcześniej nie było to możliwe. Jestem podobno osobą charakterystyczną i mogłoby to zostać źle odebrane przez fanów Heya. Gdybym jako Kaśka Nosowska zrobiła coś na boku, doszukiwaliby się w tym zdrady. Dla mnie Hey grał wtedy za mało ostro, chciałam nagrać bardzo ciężką płytę, w stylu zespołu Helmet. Teraz jest już u nas dużo wykonawców grających podobnie, ale wtedy okazało się, że Hey to zespół, który takich rzeczy nie gra. Zresztą nie chodziło mi chyba o solową płytę, myślałam o tym, żeby założyć drugi zespół, spotkać się z innymi ludźmi, pograć dla przyjemności, może potem jakoś to zarejestrować. Z czasem zaczęłam słuchać innej muzyki niż ta, którą grał zespół. Hey nie mógłby nagrać muzyki komputerowej, bo co miałby do roboty Bubek, nasz perkusista? Strasznie zapragnęłam zrobić coś takiego. Kiedy okazało się, że będę miała dziecko, w PolyGramie (koncern płytowy, dla którego nagrywa Hey - G.B.) pozwolono mi w drodze wyjątku wydać solową płytę. Dziecko było wystarczającym powodem, żeby zawiesić działalność Heya.
Czy czułaś również potrzebę śpiewania innego niż w Heyu?
K; Tak. Nie wiem, czy to wynika z tego, że się starzeję, ale coraz bardziej podobają mi się rzeczy smutne. Smutne, wolne, melancholijno-refleksyjne. Wiele osób wymaga ode mnie, żebym się w Heyu darła. Lubię się drzeć, ale nie w każdej piosence wypada. Kiedy próbowałam zaśpiewać inaczej, wszyscy mówili mi, że ja jestem od darcia, bo kiedy się nie drę, mam beznadziejny głos. Na mojej solowej płycie to przestało być istotne. Nikt nie naciska, że musi się spodobać i sprzedać. Mogę śpiewać tak jak chcę. A że niektórzy mówią, że śpiewam cienko jak cipka - to nie ma dla mnie znaczenia. Na tej płycie nie musze być Kasią Nosowską z Heya, mogę być jakąkolwiek Kasią Nosowską i albo to się komuś spodoba, albo nie.
Czy twoje nowe teksty przystają do tego, co pisałaś z myślą o Heyu ?
K; Oszukuję sama siebie. Wiem, że o niektórych rzeczach w Heyu nie powinnam śpiewać. Nas słuchają bardzo młodzi ludzie, czasem dzieci. Z drugiej strony nie jestem już Kasią, która ma 19 czy 20 lat, jestem stara, mam 25 lat. Czuję, że jestem bardziej kobietą niż dziewczyną. Nadal lubię chodzić w parce, ale nie jestem już taka "parkowa" w środku. I jednocześnie mam świadomość, że pierwsze pobiegną kupić moją solową płytę właśnie dzieciaki.
Czy byty jakieś tematy, których świadomie nie poruszałaś w Heyu?
K; Należę do hipochondryków. Uwielbiam czytać medyczne książki i zawsze podczas takiej lektury znajduję u siebie objawy wszystkich możliwych chorób. Chciałam kiedyś o tym napisać i dowiedziałam się, że to okropne, że nie należy o tym pisać. Nie mogłam też napisać o samobójstwie, choć otrzymuję na ten temat masę listów, ludzie piszą mi, że co drugi dzień popełniają samobójstwo w głowie. Ktoś mógłby mnie zupełnie opacznie odczytać. Niedawno dowiedziałam się, że zdaniem młodzieży z Rzeszowa, tekst piosenki Anioł zachęca do brania narkotyków. Oszalałam, jak się dowiedziałam, że można tak zinterpretować ten utwór. Może być tysiąc sposobów, ale taki?! Okazuje się, że zdanie Jedyny podmiot zdarzeń" kojarzy się z konkretnym narkotykiem. Zwariowałam.
Twoje nowe teksty można uznać momentami za dość anatomiczne.
K; Panowie z PolyGramu byli lekko zniesmaczeni, kiedy usłyszeli w piosence Zmieniam się, że tam jest o rozstępach, fuj. Twierdzili, że nie ma piosenki na singel, bo w każdej jest jakiś ohydny wyraz, albo obrzydliwe zdanie. No tak, niektóre kobiety w ciąży mają to szczęście, że nie mają rozstępów, ale cała masa ma. To jest jedna z głównych atrakcji ciąży. Należę do kobiet, którym się ciąża całkiem podobała, mimo wszystkich wymiotów i innych niedogodności. Po raz pierwszy mogłam jeść ile chciałam, dlatego dziecko urodziło się takie wielkie.
A jak odbierałaś ciążę psychicznie? Poznawałaś siebie na nowo ?
K; Taaak, polubiłam swoje ciało. Byłam jedną z tych bab, które się non stop odchudzają i nic im z tego nie wychodzi. Na imprezach nie wychodziłam do ubikacji, bo bałam się, że jak wstanę, to wszyscy będą się gapić na mój gruby tyłek. Teraz to była siła wyższa, brzuch robił się większy i większy. Akceptuję to, że nie jestem modelką.
W twoich nowych piosenkach pojawił, się mężczyzna.
K; Tak. Są teksty skierowane do konkretnej osoby, do mojego pana Adama. Opisy rzeczy, które dzieją się między nami. Jest tekst o tym, że jego ojczyzną staje się moje łono. Jest też tekst o Zofii, kobiecie żyjącej od 25 lat z mężczyzną. Maluje się, stroi dla niego, a on jej nie zauważa. Jest tak zdesperowana, że wiedząc, iż jej mężczyzna uwielbia słodycze, od stóp do głów smaruje się słodkościami, i taka kładzie się licząc, że on ją weźmie przez wzgląd na słodycze. A tu nic. Wreszcie daje mu do zrozumienia, że jeśli zobaczy kobietę wiszącą w łazience, to będzie ona, Zofia, od 25 lat jego żona. Tak się zdarza. Moi rodzice są akurat wyjątkiem, cały czas potrafią oddziaływać na siebie w sposób, który ich rusza.
Dlaczego piszesz takie, teksty?
K; Bo się zastanawiam, jak będzie wyglądała przyszłość mojego związku. Może dojść do jego rozpadu nawet za trzy lata. Pomysły na fascynowanie się nawzajem wyczerpiemy i co wtedy? Jestem stara, więc zastanawiam się i nad takimi sprawami.
Ale mamy również teksty, w których chcesz swemu panu dodawać otuchy.
K; Tak, bo póki co jest dobrze, no ale w innych pojawiają się niepokoje i lęki o przyszłość. Jest tekst o ofiarach przedwcześnie odciętej pępowiny przy porodzie. Dopiero od niedawna pępowinę odcina się z opóźnieniem. W moich czasach odcinano ją natychmiast po tym, jak dziecko przychodziło na świat, biło się je po tyłku, barbarzyńskie metody. Na płycie są więc nie tylko teksty o mojej sytuacji osobistej, lecz również jakieś tam szersze spostrzeżenia.
Czasem to ty robisz wrażenie osoby z przedwcześnie odciętą pępowiną.
K; Odcięto mi pępowinę za wcześnie i mam problemy z przystosowaniem się. To jest w mojej podświadomości, nie dam rady z tym walczyć.
Czy czasami czujesz nienawiść do samej siebie?
K; Tak, poruszam się pomiędzy stanami totalnego zadufania w sobie i nienawiści do siebie. Jakaś schizofrenia.
Wiele razy podkreślałaś, że jednym z twoich problemów był brak miłości w dzieciństwie. Teraz jesteś w odwrotnej sytuacji, masz dwie osoby, którym musisz tę miłość przekazać.
K; Teraz rozumiem, że mój ojciec miał problemy z okazywaniem mi czułości, z tych samych powodów, z których ja je mam dziś. Czasami wydaje mi się, że głupio zachowuję się wobec mojego syna. Że koślawo wychodzi mi przytulanie. Jakbym nie wiedziała jak to naprawdę robić, choć staram się na maksa. Z drugiej strony, nie chcę stać się matką nadopiekuńczą. Już teraz strasznie się boję o Mikołaja. Patrzę jak leży w łóżeczku, cieszę się, że jest taki duży, zdrowy i fajny, ale co to będzie, jeśli kiedyś wydarzy się coś strasznego.
Czy jako młoda matka masz potrzebę kontaktowania się z innymi młodymi matkami?
K; Tak, Rodzi się bardzo dużo dzieci, przynajmniej w moim otoczeniu. Mnóstwo kobiet jest w ciąży, tak jakby się ode mnie zaraziły. No i synkowie się rodzą, mnóstwo chłopców. Piotrek Banach mówi, że to znak, że będzie wojna. Mam nadzieję, że się myli, ja bym tego nie przeżyła.
Jak doszlo do współpracy z twórcami filmu Gry uliczne?
K; Piotrek Banach dostał propozycję napisania piosenki. Najpierw musieliśmy zobaczyć film i sprawdzić, czy nie jest obciachowy. Okazał się inny niż wszystkie, które widziałam do tej pory, te "młodowilkowe". Myślałam, że Piotrek napisze muzę, ktoś tekst i ja tylko to zaśpiewam. A reżyser Krzysztof Krauze powiedział, żebym napisała tekst. Nie potrafię pisać tekstów na zadany temat. O czym mogłabym napisać, o Pyjasie? Ja go nie znałam. To Krauze powiedział, że mogę napisać cokolwiek, będzie pasowało albo nie. Zostawił mi taką furtkę i okazało się, że wyszedł tekst całkiem pasujący do filmu.
Czy będą koncerty z twoim solowym programem ?
K; Bardzo bym chciała, choć jeszcze nie teraz. I nie trasa, tylko, żeby ktoś zadzwonił, że chce zrobić koncert, jeden. Jak będzie potrzeba. Jak nie będzie potrzeby, to pewnie ja zorganizuję potrzebę.
A co teraz z Heyem?
K; Miałam przez moment stres: chłopcy będą na mnie źli, że jestem w ciąży i Hey przeze mnie będzie siedział w domu na pupie. Ale nawet gdybym nie była w ciąży, przerwa musiała być. Nie można nagrywać 16 płyt w ciągu roku, jedną nagraliśmy całkiem niedawno, trasę zagraliśmy, a po takiej trasie - 31 koncertów - zapotrzebowanie na Heya zostało zaspokojone. Teraz we wrześniu zaczniemy znów koncerty z Heyem.
Kim jest twój mąż Adam, o którym tu często mówimy?
K; Chciałabym sprostować: nie ma 19 lat. W 50 miliardach gazet przeczytałam, że ma 19 i poczułam się jak franca demoralizująca nieletniego, jaki on biedny, bo stary demon go dopadł i stłamsił... Nie - Adam ma 21 lat, jest pełnoletni. Ja jestem od niego cztery lata starsza, ale moja babcia była od dziadka starsza siedem lat i mnóstwo jest takich związków. Adam jest warszawiakiem, perkusistą, potwornie samokrytycznym. Dzień w dzień gra i jest na etapie przygotowywania się do wypłynięcia na szersze wody. Nie wiem kiedy to nastąpi. Jeszcze nie ma zespołu, ale będzie miał. Ludzie, którzy znają się na muzyce, mówią, że jest bardzo utalentowany. Nie pracuje już w firmie fonograficznej - ubłagałam go, żeby przestał. Przez pewien czas będzie u nas inny model rodziny. Ja zarabiam pieniądze, a on pracuje nad sobą. Nie chcę, aby szedł do byle jakiej pracy. Wiem ile to znaczy robić to, co się lubi. Siedzimy w domu i jesteśmy obibokami.
 
 
rozmawiał: Grzegorz Brzozowicz
materiał: Machina 9/96
 
 
Copyright © 2001 - 2018 | Designed by Wankom                   
stat4u